wtorek, 5 marca 2013

Przekaz Ekstraklasy nr 2


 Kolejna kolejka Ekstraklasy, kolejne fakty. Tym razem jest ich trochę mniej, gdyż ta kolejka była jednak mniej emocjonująca niż poprzednia. Po raz kolejny jednak udowodniono, że nasza liga opiera się na zasadach podobnych totalizatorowi sportowemu, koło się kręci i nigdy nie wiadomo, kto wypadnie jako zwycięzca.




1. Koczowniczy styl Lecha
Wzorem ludów prehistorycznych Lechitom nie bardzo widzi się osiedlanie w jednym miejscu, wolą zdobywać terytoria wrogów. Naprawdę niespotykana w Europie seria, tak dużo zwycięstw na wyjeździe, tak mało punktów u siebie. Co do samego meczu, wpływ na porażkę miał zapewne sabotaż w pierwszej połowie, wystawienie Drewniaka. Chciałbym zapytać Rumaka, czy „Szymek” miał wtedy urodziny. Jak inaczej tłumaczyć prezent w postaci pierwszego składu?

2. Władca na uchodźstwie, poddani walczą
Czasem można zadawać sobie pytanie, co musi się stać Polonii, aby ta zaczęła przegrywać? W sumie moja odpowiedź wydaje się jasna, podkraść jej trenera Stokowca. Wiadomo, że Rudym się nie ufa, ale to co robi sympatyczny Piotrek zakrawa o tytuł Trenera Roku. W tak krótkim czasie zbudować zespół grający tak złożoną taktyką? Doprawdy imponujące. Szkoda tylko, że Polonia grała obydwa mecze w 10 od samego początku, inaczej mogli grać jeszcze lepiej. Wszołek tak samo jak nie dojechał do Hannoveru, tak nie dojechał na rundę wiosenną.

3. Złote Maliny zamiast Oscarów
Drużyna FC Hollywood, zwana również FC Kac Wawa, była przedstawiana przez media jako absolutny faworyt wszelkich kategorii Oscarowych. Rzeczywistość jednak okazała się brutalna i póki co bliżej im do Złotych Malin (nagrody dla najgorszych filmów, przyp. red.). Drużyna chce walczyć o Mistrza, a gdy przyjeżdża do niej zespół broniący się przed spadkiem Ci nie potrafią go zdominować. Mało tego, Bełchatów mógł nawet wygrać i nikt nie mógłby narzekać, że był to wynik niezgodny z obrazem gry. Wszyscy mówią, jakim to wspaniałym trenerem jest Jan Urban, ale poświećcie chwilę na refleksję. Czy aby na pewno? Choć nie, wróć, przecież odjechał czołówce na 1 punkt!

4. Ząbki szybko wybite
Wydawało się, że po pierwszym meczu Korona pójdzie za ciosem i podobnie jak w meczu z Legią rzuci się Wrocławianom do gardeł. Nic takiego się jednak nie stało, Korona w tym meczu była cieniem siebie sprzed tygodnia. Dla mnie najlepiej oddał to obraz truchtającego podczas zejścia z boiska Korzyma (przy wyniku 1:1). Skoro swojaki lider tej drużyny swoją postawa pokazuje „spokojnie, mamy remis, bez szaleństwa” to nic dziwnego, że reszta drużyny nie walczy o swoje.

W sumie to by było na tyle. Bo o czym tu jeszcze napisać?
O słabej Wiśle? Przecież każdy się spodziewał, że z Podbeskidziem będą mieli problem. Starcie drużyn dolnej połowy tabeli, niewielu emocjonują takie spotkania.
O nieudolnym Widzewie? Młodzież młodzieżą, ale w Chorzowie dzieciaki Mroczkowskiego biegały jak zamglone.
O porażce Górnika? A czego się spodziewano, że zastępując Milika Zahorskim można zajechać daleko? Jedyna nadzieja, że Prezes wróci dosyć szybko i jeszcze namiesza.


Uprzejmie informuję, że powyższy tekst został napisany z przymrużeniem oka. 
W związku z tym własnie w taki sposób proszę go traktować.


6 komentarzy:

  1. Całkiem fajne, lubie takie teksty.

    OdpowiedzUsuń
  2. hah FC Kac Wawa bardzo trafne określenie

    OdpowiedzUsuń
  3. gorsze niz nr 1 ale to pewnie przez nudniejszą kolejkę. mimo to nadal niezłe

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszolek wygląda jakby za dużo się na silownię nachodził

    OdpowiedzUsuń
  5. (Legia nie wygrała, Tomek Ć placze w kącie, dzowni do Stana, ten nie odbiera...)

    OdpowiedzUsuń
  6. ostatni raz podkradłem Stokowca w 1979r

    OdpowiedzUsuń