Kolejna kolejka Ekstraklasy,
kolejne fakty. Tym razem jest ich trochę mniej, gdyż ta kolejka
była jednak mniej emocjonująca niż poprzednia. Po raz kolejny
jednak udowodniono, że nasza liga opiera się na zasadach podobnych
totalizatorowi sportowemu, koło się kręci i nigdy nie wiadomo, kto
wypadnie jako zwycięzca.
1. Koczowniczy styl Lecha
Wzorem ludów
prehistorycznych Lechitom nie bardzo widzi się osiedlanie w jednym
miejscu, wolą zdobywać terytoria wrogów. Naprawdę niespotykana w
Europie seria, tak dużo zwycięstw na wyjeździe, tak mało punktów
u siebie. Co do samego meczu, wpływ na porażkę miał zapewne
sabotaż w pierwszej połowie, wystawienie Drewniaka. Chciałbym
zapytać Rumaka, czy „Szymek” miał wtedy urodziny. Jak inaczej
tłumaczyć prezent w postaci pierwszego składu?
2. Władca na uchodźstwie, poddani
walczą
Czasem można
zadawać sobie pytanie, co musi się stać Polonii, aby ta zaczęła
przegrywać? W sumie moja odpowiedź wydaje się jasna, podkraść
jej trenera Stokowca. Wiadomo, że Rudym się nie ufa, ale to co robi
sympatyczny Piotrek zakrawa o tytuł Trenera Roku. W tak krótkim
czasie zbudować zespół grający tak złożoną taktyką? Doprawdy
imponujące. Szkoda tylko, że Polonia grała obydwa mecze w 10 od
samego początku, inaczej mogli grać jeszcze lepiej. Wszołek tak samo jak nie dojechał do Hannoveru, tak nie dojechał na rundę wiosenną.
3. Złote Maliny zamiast Oscarów
Drużyna FC
Hollywood, zwana również FC Kac Wawa, była przedstawiana przez
media jako absolutny faworyt wszelkich kategorii Oscarowych.
Rzeczywistość jednak okazała się brutalna i póki co bliżej im
do Złotych Malin (nagrody dla najgorszych filmów, przyp. red.).
Drużyna chce walczyć o Mistrza, a gdy przyjeżdża do niej zespół
broniący się przed spadkiem Ci nie potrafią go zdominować. Mało
tego, Bełchatów mógł nawet wygrać i nikt nie mógłby narzekać,
że był to wynik niezgodny z obrazem gry. Wszyscy mówią, jakim to wspaniałym trenerem jest
Jan Urban, ale poświećcie chwilę na refleksję. Czy aby na pewno?
Choć nie, wróć, przecież odjechał czołówce na 1 punkt!
4. Ząbki szybko wybite
Wydawało się, że
po pierwszym meczu Korona pójdzie za ciosem i podobnie jak w meczu z
Legią rzuci się Wrocławianom do gardeł. Nic takiego się jednak
nie stało, Korona w tym meczu była cieniem siebie sprzed tygodnia.
Dla mnie najlepiej oddał to obraz truchtającego podczas zejścia z
boiska Korzyma (przy wyniku 1:1). Skoro swojaki lider tej drużyny
swoją postawa pokazuje „spokojnie, mamy remis, bez szaleństwa”
to nic dziwnego, że reszta drużyny nie walczy o swoje.
W sumie to by było
na tyle. Bo o czym tu jeszcze napisać?
O słabej Wiśle? Przecież
każdy się spodziewał, że z Podbeskidziem będą mieli problem.
Starcie drużyn dolnej połowy tabeli, niewielu emocjonują takie
spotkania.
O nieudolnym Widzewie? Młodzież
młodzieżą, ale w Chorzowie dzieciaki Mroczkowskiego biegały jak
zamglone.
O porażce Górnika? A
czego się spodziewano, że zastępując Milika Zahorskim można
zajechać daleko? Jedyna nadzieja, że Prezes wróci dosyć szybko i
jeszcze namiesza.
Uprzejmie informuję, że powyższy tekst został napisany z przymrużeniem oka.
W związku z tym własnie w taki sposób proszę go traktować.
Całkiem fajne, lubie takie teksty.
OdpowiedzUsuńhah FC Kac Wawa bardzo trafne określenie
OdpowiedzUsuńgorsze niz nr 1 ale to pewnie przez nudniejszą kolejkę. mimo to nadal niezłe
OdpowiedzUsuńWszolek wygląda jakby za dużo się na silownię nachodził
OdpowiedzUsuń(Legia nie wygrała, Tomek Ć placze w kącie, dzowni do Stana, ten nie odbiera...)
OdpowiedzUsuńostatni raz podkradłem Stokowca w 1979r
OdpowiedzUsuń